Parenting

Alfabet świeżego rodzica: C jak czarnowidztwo

Odkąd zostałam mamą mogłabym pisać scenariusze do filmów akcji. Chociaż prędzej byłyby to filmy science fiction :).

Tak naprawdę dopiero teraz widzę, że świat jest pełen niebezpieczeństw czyhających na moje dziecko. Gdzie nie spojrzę, wszędzie widzę zło:). Co najgorsze – widzę to w małych, codziennych sytuacjach. Z pozoru prozaicznych i błahych.

Wyobraźnia, ty mendo!

W mojej głowie od razu pojawia się “tysiąc pińcet” koszmarnych zbiegów okoliczności tragicznych w skutkach. Przebiegu tej akcji nie powstydziliby się nawet twórcy “Oszukać przeznaczenie”! Moja bujna wyobraźnia mi w tym nie pomaga. To ona podsuwa mi te wszystkie wizualizacje!

Gdy moja córka była noworodkiem i nosiliśmy ją w pozycji leżącej, szerokim łukiem omijałam wszelkie drzwi w obawie, że uderzę jej malutką główką o klamkę.

Gdy bawi się zabawką z jakimś sznureczkiem, trzymam jego drugi koniec. Moja wyobraźnia podpowiada mi, że może okręcić sobie go wokół szyi, albo mocno zawiązać na rączce. Ostatnio dowiedziałam się, że wszelkie sznurki w zabawkach powinny mieć  max. 22 cm (dzięki Radomska!). Oczywiście od razu sprawdziłam.

Gdy gotuję obiad, córka towarzyszy mi w kuchni. Siedzi sobie w swoim krzesełku i bawi się magnesami na lodówce. Oczywiście są one na tyle duże, żeby ich nie zjadła. I siedzi na tyle daleko, żeby nie dosięgnął jej tryskający olej. A ponieważ kuchnię mamy niewielką, na czas smażenia przesuwam ją w drzwi.

A skoro już przy gotowaniu i jedzeniu jesteśmy. Nie jem ani nie piję nic gorącego, kiedy noszę dziecko w chuście czy nosidełku. Oczami wyobraźni widzę jak gorąca herbata wylewa się na dziecko!

I standardowo, jak chyba każdy rodzic – boję się, że czymś się udławi. A ja spanikuję i nie będę umiała jej pomóc. Teoretycznie wiem, co powinnam zrobić w razie udławienia, ale w praktyce na pewno spanikuję. To tak jak z pływaniem u mnie – teoretycznie umiem, ładnie układam ręce i całe ciało, wiem jak powinno się pływać w kilku stylach. W praktyce – namacham się łapami i nogami, a i tak nie ruszam się z miejsca, więc panikuję i idę na dno!

Z prac domowych to jeszcze boję się prasować. Prasuję tylko kiedy mąż jest w domu i jego głównym zadaniem jest odciąganie Małej od deski i żelazka. Odkąd Mała jest coraz bardziej mobilna, w mgnieniu oka podchodzi pod starą, niezbyt stabilną deskę do prasowania, albo ciągnie za kabel od żelazka. W mojej głowie od razu pojawia się obraz przewracającej się deski, spadającego żelazka, uderzenia w główkę, oparzenia… Brrr!

Nie lubię schodzić po schodach z dzieckiem na rękach. Boję się, że się wywalę. Jeśli tylko się da to znoszę ją w nosidełku.

Zdaję sobie sprawę, że przykre sytuacje, czy – nazwijmy rzeczy po imieniu – krzywda, może stać się nie tylko mojemu dziecku. Staram się “uchronić” również nas. Dlatego np. zawsze zapinamy pasy w samochodzie. Nie ważne, czy wyjeżdżamy w daleką podróż, czy tylko osiedle dalej do dziadków! Zawsze, ale to zawsze mamy je zapięte. Nie chcę fundować swojemu dziecku dzieciństwa bez rodziców…

Chcę to przewidzieć…

Najbardziej się boję, że coś się stanie Małej przeze mnie, przez moją nieuwagę czy brak pomyślunku. Że będzie to coś, czego nie będzie dało się naprawić, że skutki tego będzie nosić przez całe życie.

Nie chcę być matką kwoką. Nie chcę zabraniać, nie chcę ciągle mówić: “nie dotykaj”, “nie idź tam, bo spadniesz”, “nie baw się tym, bo się uderzysz”. Nie chcę, by dziecko przejęło mój strach. Nie chcę zabić w niej ciekawości świata – przeciwnie! chcę ją rozbudzać.

Dużo siły kosztuje mnie zagłuszanie czarnych myśli. Ale z drugiej strony cieszę się, że je mam. Dzięki temu mogę przewidzieć wiele zagrożeń i starać się je zminimalizować. Bo to do nas, rodziców, należy ochrona naszych dzieci. To od nas zależy ich bezpieczeństwo.

Jesteśmy jak Secret Service. Rozglądamy się bacznie, lokalizujemy niebezpieczeństwa, układamy strategie ochrony. A ochraniany obiekt wykonuje swoją robotę – bawi się i eksploruje świat!

Bo najlepsza ochrona to niewidzialna ochrona.

 

2 thoughts on “Alfabet świeżego rodzica: C jak czarnowidztwo

  1. Ja myślę, że podane przykłady to jednak nie czarnowidztwo tylko przewidywanie zagrożeń 😉 tak jak mówisz, musimy dbać o dzieci więc trzeba myśleć o wszystkim!
    Pozdrawiam

    1. Masz rację:) faktycznie przewidywanie zagrożeń brzmi dużo lepiej niż czarnowidztwo! 🙂 nawet jeśli jest w nim pełno makabrycznych scen 😀
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *