Dziecko, Parenting

Łatwo być mamą grzecznego dziecka

Wyobraź sobie taką sytuację.

Budzisz się rano po całej przespanej nocy. Dziecko radośnie się do ciebie uśmiecha. W końcu też jest wyspane. Ładnie bawi się w łóżeczku, a ty idziesz do łazienki wziąć prysznic, umyć włosy, nałożyć makeup, założyć super ciuchy. Dziecko wciąż cichutko się bawi. No dobra, ewentualnie słyszysz słodki śmiech podczas zabawy. Idziesz do kuchni zrobić sobie śniadanie. Nie tam jakieś kromki z szynką, oj nie, nie. Odjechane śniadanie rodem z instagrama.

Czas zająć się dzieckiem. Radośnie się do ciebie uśmiecha, dołączasz się do zabawy. Po chwili dziecko znów się bawi samo, a ty idziesz zrobić kawę. Pijesz ją w spokoju, ciepłą, a jak!

Jesteś oazą spokoju, najwyższy stopień zen. Twoje dziecko jest czyste, radosne, nie robi żadnych brzydkich rzeczy. Radośnie przystaje na twoje propozycje. Ochoczo wykonuje wszystkie twoje nakazy, które ty wypowiadasz tonem tak spokojnym, że zaraz wszystkie wulkany będą uśpione.

Spokojnie realizujesz plan dnia. Wiesz, że wszystko wykonasz, bo przecież dziecko twoje śpi na zawołanie. Samo zasypia, nie krzyczy, nie płacze. Przytulić, ucałować i już smacznie śpi.

Nawet jeśli dziecko nie jest w tej samej fazie zen co ty, to i tak masz w sobie nieskończone pokłady cierpliwości, by 350 razy powtarzać to samo: “kochanie, tego nie wolno”. “robaczku, tak nie można”, “słoneczko, mamusia mówiła inaczej”. Ba! Ty się nawet się cieszysz, że taki indywidualista ci rośnie!

I spacer w spokoju zaliczony.

I obiad co najmniej dwudaniowy zrobiony. I deser. I chleb sama upiekłaś. I dom ogarnięty. Dziecko oczywiście samo się w tym czasie bawi czy tam rysuje (czy cokolwiek co mu zadałaś). Potem w spokoju zjadacie obiad, dziecko wcina pięknie wszystko, co przygotowałaś.

Męża po powrocie z pracy witasz buziakiem i uśmiechem. On chwali obiad. I deser. I rzuca komplemencik w stronę żony.

Wieczorem kąpiel. Macie czas dla siebie. Dziecko pięknie zasypia samo. Przesypia całą noc. Nastaje ranek i kolejny idealny dzień.

A teraz odwróćmy sytuację.

Budzisz się rano, a raczej zmartwychwstajesz. To jest i tak w miarę optymistyczna wersja, bo równie dobrze mogłaś się nie kłaść w ogóle. Dziecko już płacze w łóżeczku. To też optymistyczna wersja, bo równie dobrze mogło obudzić cię kopnięcie małej stopy w twarz. Idziesz do łazienki, ale zdążysz zrobić tylko siku, bo słyszysz giga płacz dziecka. Lecisz więc przerażona. Bierzesz gada na ręce i idziesz zrobić kawę. Robisz. O śniadaniu nawet nie marzysz.

Próby nakarmienia dziecka czymkolwiek będą się kończyły tak samo – jedzenie na podłodze, na tobie. Generalnie wszędzie, tylko nie w buzi dziecka. Wszystko jest niedobre, wszystkiego nie lubi.

Obiad masz z wczoraj. To wersja optymistyczna. Jeśli nie masz tyle szczęścia i nie został ci obiad z poprzedniego dnia… robisz coś, co zrobi się samo. Byle postawić i niech się gotuje.

Z planu dnia wyrzucasz rzeczy, które można przenieść na inny dzień. Zostawiasz tylko te niezbędne działania. Wiesz, że wszystko co dziś zrobisz, będziesz robić w akompaniamencie jęków, żalów, płaczu i krzyków. Na sam ich dźwięk dostajesz szału.

O spacerze nawet nie myślisz. Będziesz się użerać z małym gadem, ubierać, tarabanić z drugiego piętra, po to tylko, żeby nie odejść na krok od klatki, bo gad nie ma ochoty. A nie, no jeszcze po to, żeby jego płacz usłyszało całe osiedle, nie tylko sąsiedzi z klatki.

Przy dobrych wiatrach teraz pijesz zrobioną rano kawę. Nie, nie dlatego, że dziecko się uspokoiło. Jęczy dalej. Ale ty czujesz, że musisz, bo zaraz wybuchniesz/umrzesz.

Nie masz siły tłumaczyć 350 razy tego samego. Twoja cierpliwość się skończyła wraz ze zmartwychwstaniem rano. Syczysz więc w stronę dziecka.

Męża witasz w dresie. A to i tak optymistyczna wersja, bo możesz jeszcze w piżamie. Możesz mieć szczęście i nie skomentuje sytuacji. Ba, nawet weźmie na chwilę dziecko! Zdarzają się jednak osobniki bez instynktu samozachowawczego. Poznasz ich po pytaniach: “co taki biedny obiad”, “czemu tu jest taki syf”, “ty dziś cały dzień w piżamie?”,”nie wyszłaś z domu? Dlaczego?!”. A osobniki lubiące życie na krawędzi dodadzą: “to co dziś robiłaś?”

Wieczorem kąpiel. Dziecko ani myśli spać. Gdy w końcu myślisz, że udało się i śpi, po dwóch minutach zabawa w usypianie trwa znów. I tak przez całą noc.

Jutro znów zmartwychwstaniesz.

W której sytuacji łatwiej być mamą, jaką chcesz być?

Odkąd zostałam matką odkryłam w sobie nieznane wcześniej pokłady cierpliwości. (Serio, mam się za niecierpliwą wręcz istotę i nawet obawiałam się jak to mi będzie z tą cechą w macierzyństwie. A tu miłe zaskoczenie!). Ale i ona kiedyś się kończy. Przyznaję, jestem matką z obu wariantów, choć są one dość przerysowane, czyż nie?:). Z tą różnicą, że moje dziecko nie sypia w dzień (ale o tym innym razem).

Zdarzają się dni, kiedy moje dziecko jest aniołkiem oraz takie, kiedy mam ochotę wyć do księżyca/słońca.

Mam swój plan na macierzyństwo. Wiem, że tylko spokój może nas uratować. Wiem, że cierpliwość owocuje. Wiem, że wpadając w złość sama się nakręcam. Wiem. Ale są dni, kiedy jestem na skraju wytrzymałości. Kiedy jestem chodzącym granatem, a każdy krzyk dziecka wyciąga zawleczkę. Wtedy nie zupełnie jestem mamą, jaką chciałabym być. Właściwie to zupełnie nie jestem mamą, jaką chciałabym być.

Łatwo jest być mamą grzecznego dziecka. Masz siłę spełniać swoją wizję idealnego rodzicielstwa. Ciężej, gdy codzienność wystawia cię na próbę i sprawdza, gdzie jest twoja granica. Wtedy łatwo o wypowiedziane w złości nie -takie słowa, o podniesiony ton okupiony późniejszymi wyrzutami sumienia.

Rodzicielstwo to jednak ciężka robota…

 

2 thoughts on “Łatwo być mamą grzecznego dziecka

  1. Dobrze powiedziane: łatwo być mamą grzecznego dziecka, bo gdy codzienność bliższa tej wersji mniej optymistycznej to ciężko nie dać się ponieść! Siły więc dla wszystkich matek, niech los będzie dla nas łaskawy 😉

  2. Ja to bym chciała nawet bez dziecka się tak budzić jak w pierwszej wersji- wyspana, wypoczęta z czasem na kawę i poranna toaletę..
    Ja już co rano zmartwychwstaje, a co to będzie jak będę miała kiedyś bobasa! Apokalipsa …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *