Parenting

Matka Polka Czekająca…

Jakoś tak świat jest zbudowany, czy  to człowiek ma taką naturę, że ciągle na coś czeka. A to na urlop, a to na wakacje, a to na jakąś imprezę, czy na wypłatę 🙂 Tak jest i już. Zwykle jest to czas pełen ekscytacji i pozytywnego zniecierpliwienia. Moje ciągłe czekanie jest zgoła odmienne…

Odkąd urodziła się moja Córka ciągle na coś czekam.

Właściwie to czekam od dużo wcześniej!

Najpierw dość długo przyszło mi czekać na ciążę. Potem czekałam na każde badanie, na każdą wizytę lekarską. Czekałam na wiadomość, że wszystko gra, że dziecko rośnie. Ciągle w głowie miałam myśli, że chciałabym przewinąć czas.

Chciałabym być już w 13 tygodniu.

Chciałabym być już po kolejnym badaniu prenatalnym.

Chciałabym, żeby był już styczeń.

Chciałabym, że Ola była już z nami.

Jeśli myślicie, że to skończyło się, od kiedy Ola jest z nami to nic bardziej mylnego. Myślę nawet, że to przybrało na sile i to znacząco!

Gdy się urodziła czekałam na wyjście do domu.

Gdy byłyśmy już w domu czekałam na pierwszą wizytę położnej, w której upatrywałam mój ratunek.

Gdy położna wyszła, czekałam już na kolejną wizytę.

Gdy Ola miała gorsze dni i marudziła, czekałam aż ten skok rozwojowy minie.
Bo trzeba przyznać, że ja ciągle myślałam, że Ona ma skok rozwojowy i dlatego tak płacze. Przeglądałam internety po kolejnym dniu z dzieckiem na piersi i odliczałam dni. Jeszcze cztery, bo od trzech wisi na piersi, a przecież piszą, że skok rozwojowy to max. 7 dni trwa.

Nie minęło jednak? To poczekam na chrzest. Ponoć po chrzcie dzieci się uspokajają. Dobra, to chciałabym, żeby już było po chrzcie.

Jednak nie?

To poczekam aż skończy 3 miesiące. Tak, to zdecydowanie to. Pierwsze trzy miesiące to przyzwyczajanie się do świata, “4 trymestr” – te sprawy. Może marudzić, być niespokojna. Dobra. To czekam.

Ale chciałabym, żeby łapała już zabawki. Będzie mogła sama się nimi pobawić…

 

Tu i teraz…

Nie było mnie. Nie było mnie tu i teraz. Nie żyłam chwilą. Ciągle myślami gdzie indziej. To, co działo się w danej chwili traktowałam jak coś przejściowego.Etap przejściowy do nowego, lepszego. Etap, w którym wszystko jest nie tak. Etap, po którym wszystko będzie pięknie.

Chciałam, żeby już było to nowe.

Coś jak Adam Sandler w “Klik i robisz co chcesz”. Chciałam mieć pilot, którym przewinęłabym czas do następnego etapu. Etapu, w którym Młoda jest spokojna, bo przecież ma ponad 3 miesiące, skoki rozwojowe minęły, a ona już łapie zabawki…

 

Nie przeszłość, nie przyszłość – teraźniejszość!

Teraz, z perspektywy czasu wiem, jak głupie było moje zachowanie. Jak wiele straciłam ciągle wypatrując w przyszłość. Ile mnie ominęło radości z każdego etapu rozwoju mojego dziecka. Bo każdy etap jest cudowny!

Teraz nawet tęsknie za dniami na piersi. Tak cudownie było się przytulać cały dzień..

Teraz nie chcę niczego przewijać.

Łapię chwilę.

Cieszę się tym co mam.

Celebruję każdy etap.

Bo gdzieś z tyłu głowy dudnią słowa piosenki Comy: “Czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas!”

 

2 thoughts on “Matka Polka Czekająca…

  1. Brawo Ty! Po pierwsze- gratuluje przełamania się i napisania pierwszego postu, reszta już poszła 🙂
    Po drugie- czasem człowiek sobie nawet niewyobraża jak to jest być rodzicem na pełen etat, tutaj piszesz o wielki kwestiach wartych przemyślenia.
    Oby tak dalej !! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *