Parenting

Nie zupełnie taką matką chcę być…

Zawsze chciałam być mamą. Wyobrażałam sobie, że jak będę miała 25 lat to będę miała co najmniej dwójkę dzieci, (bogatego) męża i (wielki) dom :). Macierzyństwo nauczyło mnie, że wyobrażenia wyobrażeniami, a rzeczywistość swoje. Mam 28 lat, jedno dziecko, męża, z którym na dom i bogactwo wciąż pracujemy 🙂

Tak samo jest z moim wyobrażeniem sobie jako mamy. Jest zbliżone, ale jednak nie zupełnie taką mamą byłam w swojej wyobraźni…

Byłam idealną matką…

… dopóki nie miałam dzieci. Znacie to powiedzenie? Myślę, że większość rodziców może się pod nim podpisać. Ja mogę nawet obiema rękami! Byłam jedną z tych, która patrząc na rodzicielskie zmagania znajomych myślała “ja taka nie będę”, “moje dziecko nie będzie tego robić”, “mojemu dziecku na to nie pozwolę”. A i tak wydaje mi się, że byłam znacznie bardziej wyrozumiała niż reszta społeczeństwa :).

Nadal uważam, że wiele zależy od reakcji rodzica na zachowanie dziecka. Nie mówię, że moje dziecko nigdy nie zrobi awantury w sklepie. Ale wierzę, że odpowiednią reakcją obniżę ich ilość do minimum. Nauczyłam się nigdy nie mówić nigdy, nie zarzekać się. Różnie może być. Tym bardziej, że teraz jak na dłoni widzę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

“Przewrażliwienie”…?

Zawsze w myślach karciłam rodziców wyręczających dzieci we wszystkim. Stojących nad nimi jak cień. Uważałam, że dzieci potrzebują więcej swobody! Przecież muszą się nauczyć żyć same! Teraz wiem, że byłam zbyt.. hmm, liberalna? :).
Teraz przeszłam na drugą stronę mocy! Jestem jedną z tych biegnących do dziecka na każdą krzywdę. Biorę na ręce, tulę, ojojam. Nawet gdy było to niewielkie “stuk”. Nawet, gdy dziecko prawie uspokoi się zanim do niej dojdę! Ja! Ta, która głosiła, że “dziecko potrzebuje swobody!”

Nawet nie do końca wiem jak nazwać tą cechę. Dawna ja powiedziałaby o obecnej mnie, że jestem przewrażliwionym rodzicem. Możliwe nawet, że miałaby rację, bo moje czarnowidztwo wychodzi chyba poza ramy przewidywania zagrożeń:) (o moich czarnowidztwie możecie więcej przeczytać tutaj). Tymczasem ja zmieniłam punkt widzenia i mam odmienne zdanie. Wciąż nie jestem zwolenniczką wyręczania dzieci, robienia czegoś za nich. W wielu sytuacjach jednak na “stanie nad dzieckiem jak cień” spojrzałam jak na asekurację. “Swobodę dziecka” zamieniłam na ograniczone zaufanie. Pracuję nad swoimi reakcjami, bo widzę, że moje dziecko naśladuje moje reakcje. Uderzy się i patrzy czy lecę. Jak biegnę, to znaczy, że trzeba płakać 🙂 Wciąż mam tu wielkie pole do poprawy!

Niepewność…

To coś, co zaskoczyło mnie najbardziej. Nie sądziłam, że będę tak przerażona! Nigdy pewnością siebie nie grzeszyłam, raczej jej poziom oscylował w granicach zera. Odkąd jestem mamą moja pewność siebie krąży gdzieś w granicach zera… bezwzględnego! Do pewnego momentu mogłam zwalać to na bejbi bluesa. Ale moje dziecko skończyło właśnie 10 miesięcy (!!), a ja wciąż nie nabrałam pewności siebie!

Wychodząc na spacer obawiam się, że dziecko nie zaśnie, będzie płakać, a ja będę wracać z ryczącym dzieckiem przez pół osiedla. Stresują mnie wyjazdy, obawiam się, jak Mała zniesie drogę, mimo, że zwykle zasypia. Obawiam się, że nie będę umiała jej uspokoić, chociaż jest całkiem spokojnym dzieckiem.

Nie umiem podjąć sama decyzji dotyczącej mojego własnego dziecka! Gdy kupowaliśmy spacerówkę, kazałam mężowi jechać ze mną, bo wiedziałam, że sama jej nie kupię! I dobrze, bo kupiłabym badziew! (Dygresja: przyznać muszę, że jest coraz lepiej. Nabieram pewności siebie i faktycznie widzę delikatną poprawę. Ostatnio nawet sama kupiłam dziecku fotelik!! Jeszcze Mała w nim nie jechała, więc nie wiem, czy dobrze wybrałam :))

Ciągle się waham, czy nie za wcześnie rozszerzamy jej dietę, czy nie za wcześnie stoi, mimo, że stanęła sama, nie uczyliśmy jej tego, czy to już zmienić fotelik, czy to w takiej ilości podać jej lek, mimo, że lekarz tak zalecił…

Bardzo łatwo mną manipulować. Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że ja niewiele w rodzicielstwo umiem, więc wystarczy powiedzieć parę mądrobrzmiących zdań, bym uznała, że faktycznie mój rozmówca ma rację, a ja głupia żyłam w takiej nieświadomości!

Boję się trudnych kwestii, które nas czekają! Odstawienie od piersi, żłobek… Chciałabym, żeby ktoś to załatwił za mnie! Żeby mi powiedział, że mam to zrobić tak i tak, taką i taką metodą, bo ja sama nie potrafię wybrać! Chcę mieć się na kim podeprzeć, że tak oto specjalista tak mi powiedział. I nie potrafię przekonać się, że często najlepszym specjalistą swojego dziecka jestem ja!

Nie taką mamą chciałam być…

Moje dziecko na razie jest na tyle małe, że nie odczuwa, aż tak mojej niepewności. Mam nadzieję!

Bo nie chciałam być taką mamą!
Nie taką, która w każdej kwestii potrzebuje zdania specjalisty!
Nie taką, która oczekuje, że ktoś jej powie jak ma postępować z dzieckiem!
Nie taką, która oczekuje, że ktoś inny jej wskaże, co jest najlepsze dla jej dziecka!
Nie taką, która nie potrafi podjąć decyzji SAMA!
Nie taką, która boi się swojego dziecka!

Nie zupełnie tak sobie  wyobrażałam siebie jako matkę…

Nie zupełnie taką matką chcę być…

 

4 thoughts on “Nie zupełnie taką matką chcę być…

  1. Ta pewność chyba przychodzi z czasem. Tzn nie wiem bo moje dziecko ma dopiero 6tyg więc jestem w jeszcze większym proszku ale mówią że przychodzi 🙂

    1. Mają rację! Po 10 miesiącach faktycznie odczuwam lekką poprawę 😀 mam nadzieję, że u Ciebie stanie się to szybciej! 🙂
      pozdrawiam!

  2. Jak dla mnie jesteś bardzo pewną mamą, która wie czego chce i co jest najlepsze dla jej dziecka 🙂 Nikt się nie rodzi z wiedzą wszechstronna w każdej dziedzinie życia. Grunt to podchodzić do tego z głową i wyciągać wnioski 🙂

  3. […] … tego wpisu. Napisałam tam, że jestem zaskoczona swoją niepewnością w macierzyństwie. Bo wiecie, ja nie uznawałam, że będę wszystko od razu wiedzieć. Wiedziałam, że sporo się muszę nauczyć i że pewnie będę się uczyć przez całe życie wraz ze wzrostem moich dzieci:) Ja po prostu myślałam, że będę mniej przerażona. Dużo mniej… Jednak po opublikowaniu tego wpisu dostałam sporo informacji zwrotnych od osób, które znają mnie osobiście i widzą „na żywo” moje zmagania. W tych wiadomościach to z kolei oni byli bardzo zaskoczeni, że ja taka niepewna siebie! Bo ponoć sprawiam wrażenie zupełnie odwrotne. Z ich obserwacji to ja bardzo umiem w macierzyństwo! Nawet jedna koleżanka, mająca na stanie malucha niewiele młodszego od mojej córki, stwierdziła, że… uwaga, uwaga!.. bardzo lubi się mnie radzić! RADZIĆ!!! No szalona! […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *