Dziecko, Parenting

Nie, zupełnie nie taką matką chcę być!

Rodzicielstwo sporo namieszało w mojej głowie. Zmieniłam front, przeszłam na inną stronę mocy, zmieniłam punkt siedzenia, a więc i punkt widzenia. Na wiele spraw patrzę inaczej, wiele mnie zaskoczyło. Nie do końca jestem mamą ze swoich wyobrażeń…

Są jednak kwestie, w których moje zdanie nie zmieniło się, a wręcz odkąd zostałam mamą to jeszcze bardziej utwierdziłam się na swoim stanowisku.

Wypłacze się i przestanie!

Jedyną reakcją przychodzącą mi do głowy, gdy takie coś słyszę to: Co kur…?!?! Tak reagują ludzie, którym na sobie zależy? Olewając?!
Obraziłabym się śmiertelnie na mojego męża, gdyby widząc, że płaczę, nie zapytał co się stało i po prostu mnie zostawił! A co dopiero dziecko, które nie umie inaczej powiedzieć, że mu źle, tylko płaczem! I ma sobie tak stać/leżeć/siedzieć i wołać mamę, która i tak nie przyjdzie? Co za nieludzka postawa!
Nie do uwierzenia dla mnie jest to, że taką metodę poleca się np. do nauki samodzielnego zasypiania. Zostawić dziecko w pokoju, zaciemnionym lub ciemnym i odczekać 3-5-7 minut płaczu i dopiero wejść. Ale nie żeby przytulić! Nie, nie! Wejść, żeby przypomnieć, że jest noc i ma spać! Co musi czuć ten mały człowieczek, który płacze i płacze, a gdy w końcu mama wchodzi i maluszek myśli, że jest uratowany, to mama podchodzi i przypomina, że jest straszna noc i znów zostanie sam!!! I jeszcze pełne zrozumienia stwierdzenia “wiadomo, że rodzicowi będzie ciężko słuchać płaczu dziecka”. Nie, nosz kur… prawdziwy bohater, że stoi pod drzwiami z zegarkiem w ręku i bohatersko wytrzymuje 7 minut płaczu swojego dziecka!

Przepraszam za wulgaryzmy, zdenerwowałam się.

Nie tul! Nie noś na rękach!

Bo się przyzwyczai!
Następne “cudne” stwierdzenie! Biorąc pod uwagę jak czas zapinkala, i że za chwilę moje małe dziecko będzie dużo większe i noszenie jej będzie groziło kontuzją, a potem stwierdzi, że przytulanie się do matki to obciach, to korzystam z chwili! Ten rok, dwa, trzy lata, kiedy będę ją tulić i nosić to w perspektywie całego jej życia mrugnięcie okiem! Poza tym, moim zdaniem, również w taki sposób okazuje się miłość. Ważne dla mnie są drobne gesty, więc będę tulić i nosić moje dziecko na potęgę! W dobie chust i nosideł obie kwestie załatwia się za jednym zamachem i ma się jeszcze wolne ręce.

Najedzone, przebrane, krzywda się nie dzieje!

Bo dzieci mają tylko takie potrzeby. A choćby potrzeba bliskości? Nie no. Jak przebierzesz i nakarmisz to możesz zostawić dziecko samo. Poradzi sobie. Przecież krzywda się nie dzieje. A jak się stanie – na przykład uderzy się – to zostaw, wypłacze się to przestanie!

“No ja jej trzymać nie będę!”

Byliśmy kiedyś z mężem u znajomych. Właściwie znaliśmy tylko gospodarzy, wśród gości ich znajomi z córeczką w wieku zbliżonym do naszej córeczki, czyli w tamtym momencie dziewczynki miały ok. 4-5 miesięcy. Córeczka gości ewidentnie dietę rozszerzaną już miała – na tej imprezie wcinała już biszkopty. Ktoś na prośbę mamy dał do rączki dziewczynce biszkopta i zapytał czy mała będzie sobie trzymać sama. W odpowiedzi usłyszał: “no ja jej trzymać nie będę!”. W rezultacie mała ledwo co polizała biszkopta, bo nie do końca ogarniała zależność ręka – buzia.

Zupełnie nie taką matką chcę być!

Wiem, w poprzednim wpisie stwierdziłam, że nauczyłam się nigdy nie mówić nigdy, bo różnie bywa. Jasne. Ale dla takich sytuacji robię wyjątek! Nigdy, przenigdy, nie będę matką z wyżej wymienionych sytuacji! Choćby wszyscy specjaliści świata mi mówili, że tak ma być! Never, ever!

Bo moje dziecko będzie mogło na mnie liczyć. Uratuję w ciemną noc, nauczę jeść biszkopta, zareaguję na płacz i będę przytulać!

Bo taką matką chcę być!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *